15 października 2013

15 października 2013

Byłam zaskoczona podaną datą urodzenia klientki. Miała 50 parę lat, a wyglądała, jak zaniedbana 70 latka. Rzadkie wypadające włosy, pomarszczona twarz i cała skulona w sobie. Zabieg wykazał duże blokady i ogromne osłabienie energetyczne. Wyczuwało się strach i znerwicowanie kobiety. Ale klientka poprosiła o pomoc, niczego nie wyjawiając. Na rękach i twarzy miała zasinienia. Kompletnie nie mogła się rozluźnić. Chwilę po oczyszczeniu energetycznym znów można było powtarzać tę czynność od nowa. „Proszę pomyśleć o czymś przyjemnym” poprosiłam, aby choć trochę przytrzymać przekazywane przez mnie energie i wtedy zauważyłam łzy w jej oczach. Kto pani to zrobił?, wskazałam na siniaki. Jest pani bardzo psychicznie wycieńczona i ja chcę pani pomóc. „A bo mam takie nerwowe życie”, odpowiedziała.

Zaproponowane przeze mnie sugestie podziałały i klientka wyszła bardziej wzmocniona. Cieszyła się, że chociaż podczas zabiegu udało jej się odprężyć. Na następny zabieg wyznaczony był masaż Ma-Uri. Znów klientka przyszła kompletnie rozbita. Zwróciłam jej uwagę, że na ciele ma dużo siniaków. „A bo ja się wszędzie obijam”, odpowiedziała. Ale zauważyłam, że tych poobijanych miejsc jest za dużo. Podejrzewałam, że przyczyna jest inna. A przy masażu twarzy ona tym razem nie mogła opanować łez. „Proszę sobie popłakać, to oczyszcza, będzie pani lżej” powiedziałam. Po skończeniu zabiegu wreszcie się trochę uśmiechnęła.

Na kolejny zabieg przyszła znów kompletnie nerwowo załamana. „Proszę pani”, mówiłam do niej. „U pani w domu dzieje się coś złego, bo ja naładuję panią energiami, a pani już kolejny raz wraca do mnie w takim stanie, jak dzisiaj”. Po historii, którą mi opowiedziała, zachęciłam ją do złożenia raportu policyjnego.

Otóż moja klientka miała dorosłego syna. Mieszkała z nim razem w Kalifornii w jej małym apartamencie. Któregoś razu syn zahaczył się do pracy na truckach i jeździł do Chicago. Po paru miesiącach wynajął sobie w tym mieście basement. A po mniej więcej roku zaczął zachęcać swoją matkę, żeby sprzedała tamten apartament i przeniosła się do niego. Bo, jak mówił, on za nią tęsknił , no i dla niej byłoby lepiej, gdyby znów zamieszkali razem. Długo, długo ją namawiał, ale tak, jak on chciał, tak ona zrobiła. Po przyjeździe, zaproponował mamusi, żeby mieć wspólne konto, bo i tak zostanie ono w rodzinie. Klientka znalazła pracę i nie zauważyła, że synek po powrocie z jej pracy jest w domu nie dlatego, że już wrócił ze swojej pracy, a dlatego, że do niej w ogóle nie poszedł. Pieniądze ze wspólnego konta zaczęły się upłynniać, a kolegów na wspólne, nawet w dni powszednie libacje, przybywać. Zwracane synowi uwagi i prośby, aby był to normalny spokojny dom i aby się opamiętać w wydawaniu ciężko zarobionych pieniędzy nie skutkowały. Wiele razy, aby ją uciszyć, szarpał się z nią i posuwał się do rękoczynów.

Dzięki poznanej w pracy koleżance trafiła do mojego gabinetu. Kiedy słuchałam opowieści tej rozdygotanej kobiety, to zauważyłam, że nawet do głowy jej nie przyszło, aby zawiadomić policję. „Przecież to mój jedyny syn” mówiła.

A ja zwróciłam jej uwagę, że ona dla niego jest jedyną matką. A mimo to on nie ma dla niej żadnego poszanowania i bez skrupułów ją maltretuje. I kiedyś może zrobić z niej kalekę i gdzie ona wtedy wyląduje, kto się o nią zatroszczy? Jak długo jeszcze chce tak żyć w nerwach i strachu? Niech się pani wreszcie ocknie i zdecyduje, czego pani od życia chce. Innym jeszcze wyjściem jest zamknąć przed synem konto bankowe i uciec z tego domu, jak najdalej. Potrafi pani to zrobić i odzyska zdrowie. Z tego, co mi powiedziała, to miała się zdecydować na zamieszkanie u koleżanki. (data wizyty jest zmieniona)

Featured Posts
Posts are coming soon
Stay tuned...
Recent Posts
Search By Tags
No tags yet.
Follow Us
  • Facebook Basic Square
  • Twitter Basic Square
  • Google+ Basic Square