APEL 2

 

Nazywam się Grażyna Kwintal.

Jestem bioterapeutą i masażystką.

Prowadzę gabinet “Bionature” w Willow Springs, koło Chicago w USA.

Dzisiaj jest 13 (lipca) piątek.

Odkąd pamiętam, zawsze lubiłam tę date, bo wierzę, że przynosi szczęście. Ale czy wszystkim? Najtrudniejsze sprawy załatwiałam wyłącznie 13 w piątek. Może uda się i tym razem.

Kolejny rok prowadzę akcje charytatywną i od czasu do czasu staram się stąd z Willow Springs (USA) skontaktować z osobami w Polsce, które tak ofiarnie pomagają bezdomnym zwierzętom. Ja też kiedyś tam, nie zdawałam sobie sprawy, jakie potrzeby mają takie schroniska.

Pamietam, będąc dzieckiem, jak mój tata opiekował się znalezionymi chorymi zwierzakami: kawką ze złamanym skrzydłem, przestraszonym chorym królikiem, który nie miał jednego oka itd. Często mamrotając coś z braćmi pod nosem, bo trzeba się było nachodzić po okolicy, a mieszkałam na warszawskiej Woli, szukaliśmy tej koniczyny, czy mleczy dla kolejnych królików i zajączków. Ale ile było radości, jak zwierzaki zdrowiały i smutku, jak je trzeba było wypuścić na wolność w bezpieczne miejsce.

Pisałam w ubiegłym roku o kilku schroniskach m.in. o tym w Węgrowie, gdzie pani Jadwiga Adamczuk z kilkoma osobami tak ofiarnie walczyła o przetrwanie bez prądu i bez wody. Toteż o mało mnie szlag nie trafił, gdy tydzień temu dzwoniłam do niej w nocy usłyszałam płaczliwy głos, że właśnie władze miasta zamiast dofinansować to schronisko, po prostu je skasowało, aby nie było „problemu”. Psiaki przeniesiono do innych odległych punktów wydając na to około 35 tysięcy złotych. Na to pieniądze się znalazły. A Pani Jadwidze zabroniono nawet wstępu do tamtych schronisk. Pozostałe bezdomne psy dalej biegają, bo w tej okolicy było to jedyne czynne przytulisko.

W większości polskich schronisk, szczególnie tych prywatnych sytuacja finansowa jest tragiczna. Ludzie, którzy je prowadza są zadłużeni na kilka tysięcy złotych, bo nie mają dotacji, a zwierzęta są głodne i trzeba je nakarmic.

W ubiegłym roku w środowisku chicagowskim udało mi się zachęcić do pomocy tylko kilka osób. Przez 2 miesiące zebraliśmy razem $556 i 3 centy. W moim gabinecie nawet Amerykanie nas dotowali. Możecie sobie jednak sami przeliczyć, po ile dolarów mogło otrzymać kilka najbardziej potrzebujacych schronisk i na co to im wystarczyło. Najczęściej na sterylizację 1 suczki lub pary kociaków.

W czasie mojej tegorocznej akcji rozesłalam e-maile z prośbą o pomoc do 80 osób i o przekazanie tej informacji dalej. Oprócz niektórych zeszłorocznych dołaczyła tylko jedna. Pocieszam się tylko, że może ktoś indywidualnie wysłał paczki , czy pieniądze, bo dołączyłam listę schronisk.

A po apelu ogłoszonym w “Nieznanym Świecie” zgłosiło się tylko 8 osób. m..in z USA, Kanady, Holandii i Polski. A z nich tylko Pani Agnieszka Gołas-Ners z Warszawy podjeła się akcji pomocy na szerszą skalę. Na dole strony 82 “NŒ” przeczytałam: Nakład: 81 000 egz. Zwracam się więc szczególnie do Polonii, bo “Nieznany Swiat” pokazuje się także za granicami kraju i zawsze jest rozchwytywany. Ludzie, czy nie stać Was i Waszych znajomych na chociażby jednorazowy odruch zebrania po 1 dolarze, funcie, marki, itd dla poratowania tych zwierząt. Czy to dla Was aż taki wydatek? Czy może nie macie wyobrażni i serca i obce jest Wam to co polskie? Nie próbujcie mnie przekonywać, że chętnie dalibyście pieniądze na operację jakiejś chorej osoby, bo to też, przynajmniej w środowisku chicagowskim, czy nowojorskim już przerabialiśmy i znamy opłakane tego efekty.

Mimo wszystko liczymy na Wasz odruch serca i z góry dziękujemy. 13 lipca 2007

 

Nie czekajcie na innych. Po prostu pomóżcie.

Mój e-mail bionaturestudio@yahoo.com

Z pozdrowieniami, Grażyna Kwintal